17 kwi 2018

Dziewczynka, która czyta dostaje zeza

Trzynastoletnia Koli, bohaterka powieści "Bezdomny ptak", dorasta w biednej rodzinie. Jej ojciec jest skrybą, cały dzień tkwi "na targowisku, by zarobić parę rupii pisaniem listów za tych, którzy sami nie potrafią pisać". Czasem Koli mu towarzyszy i patrzy jak ojciec zapisuje "wymawiane słowa, by uwięzić je w znakach jak ptaki w klatce". Koli chciałaby - jak jej bracia - chodzić do szkoły, ale jej rodzice wolą wydać ją za mąż. Jeden z jej braci żartuje nawet: "Dziewczynce, która uczy się czytać, wypadają włosy, dostaje zeza i żaden mężczyzna nie chce na nią spojrzeć". Mimo to Koli nadal zagląda do książek swoich braci. Zostaje wydana za mąż za młodszego i chorowitego Hariego. Wkrótce musi założyć białe, wdowie sari i pozostać przy rodzinie męża. Źle traktowana przez teściową, wykorzystywana do najcięższych prac, zaprzyjaźnia się z siostrą zmarłego męża. Gdy ta zostaje wydana za mąż, a wkrótce potem umiera teść Koli, który nauczył ją czytać, bohaterka zostaje tylko pod opieką teściowej. Ta - niczym zła macocha w baśni - porzuca dziewczynkę w obcym dla niej mieście. Odtąd Koli zdana jest tylko na siebie.
G. Whelan, Bezdomny ptak, Wydawnictwo Dwie Siostry, Warszawa 2008.
Z zapartym tchem śledziłam losy bohaterki powieści. Przeciwności losu,  przyjaźń, miłość i radość z rzeczy małych, składają się na wzruszającą, momentami smutną, ale piękną i poetycką opowieść. Amerykańska autorka zręcznie odmalowała też obyczajowość i kulturę Indii. Lektura to pouczająca ale i krzepiąca. Warto.

16 kwi 2018

Pasztety, do boju!

Poznajcie Mireille Laplanche, piętnastolatkę  z francuskiego miasteczka Bourg-en-Bresse. Mireille uwielbia miziać swojego kota Kiribula, czytać książki filozoficzne, pisać i gotować. Jej zmysł obserwacji, połączony z ciętym językiem i poczuciem humoru, przyprawia jej matkę - nauczycielkę w liceum - o tysiąc westchnień na dzień. Mireille nie wygląda jak nastolatka z młodzieżowego czasopisma. W wymyślonym przez kolegę z klasy konkursie dostaje tytuł Paszteta Roku. Tym samym mianem zostają też określone dwie, inne dziewczynki, z którymi pewnego dnia Mireille się zaprzyjaźnia. Postanawiają razem wyruszyć w drogę do Paryża. Każda z nich ma inny cel. Na rezolutne i śmiałe dziewczyny czeka po drodze wiele przygód i niespodzianek.

C. Beauvais, Pasztety, do boju!,Wydawnictwo Dwie Siostry, 2017
Chętnie widziałabym książkę Clementine Beauvais na liście lektur. Ta świetnie napisana powieść  traktuje o wielu problemach dojrzewania, z brakiem akceptacji wśród rówieśników na czele. Ponadto autorka sprawnie i z dużym wyczuciem zarysowuje społeczne problemy współczesnego świata. Naprawdę dawno nie czytałam tak zabawnej,  błyskotliwej i łobuzerskiej powieści. Gdy kiedyś dopadnie Was gorszy nastrój wyruszcie w drogę z Mireille Laplanche i jej kumpelkami :)

okładka wersji anglojęzycznej

28 mar 2018

Wspólnota słabej pamięci

W Tygodniku Powszechnym ukazał się wywiad z Olgą Tokarczuk, w którym opowiada ona o swojej nowej książce (ukaże się 18 kwietnia nakładem Wydawnictwa Literackiego), warsztacie pisarskim i pamięci (bardzo mnie ujął ten fragment):

Moja pamięć jest dziwna, zorientowana na pobocza. Na przykład jestem fatalnym odbiorcą reklam - nigdy nie pamiętam, co dana reklama polecała, jaki towar czy markę, za to pamiętam kolor szminki modelki albo krajobraz, w którym mknie reklamowany samochód itp. Gdy studiowałam, profesor Włodzimierz Szewczuk, który miał wykład z psychologii uczenia się, zwrócił mi na to uwagę w czasie egzaminu - że nie zapamiętuję rzeczy, które są istotne dla sprawy, ale za to zapamiętuję te peryferyjne. Ale egzamin zdałam. Na kłopoty z pamięcią skarżył się także  Vladimir Nabokov. Mówił, że ma pamięć ejdetyczną, fotograficzną względem niektórych rzeczy, a nie pamięta zdarzeń ze swojego życia. No właśnie - podniosła mnie na duchu ta wspólnota słabej pamięci. Bo też zwykle zakładamy, że pisanie jest nieustannym odwoływaniem się do różnych pokładów pamięci, że jest nieustannym angażowaniem pamięci. Nabokov w "Pamięci, przemów" robi - przeciwnie - niesamowitą analizę pisania jako radzenia sobie z zapominaniem.

[źródło]
Jest też w wywiadzie o czytaniu, pisarskich próbach i słowach, których pisarka nie używa. [Tygodnik Powszechny, nr 14 (3586), s. 88-92.]

1 mar 2018

Brzydkie czytają Pilipiuka

Wybaczcie prowokacyjny tytuł. Nie moje to słowa a bohatera książki Wspaniałe życie Roberta Ziębińskiego. Paweł pracuje jako dyrektor marketingu w wydawnictwie. Zwalniają go ze stanowiska za (s)ekscesy podczas służbowego wyjazdu, popełnione oczywiście pod wpływem alkoholu. Zostawia go też kobieta, co jest wypadkową słabości do procentów i biustów (oraz innych narządów) różnych pań. Paweł uważa siebie za znawcę kobiet:

"Jest jakaś dziwna prawidłowość, którą odkryłem dawno temu. Otóż jeśli samotna kobieta czyta coś popularnego: Coelho, Świetlickiego, Twardocha albo jakiegoś pierdolonego Pilipiuka, to po pierwsze: na bank okaże się strasznie głupia, po drugie: pretensjonalna, a jeszcze w wypadku tego ostatniego zwyczajnie brzydka". 
Jako chłopiec Paweł męczył szkolną bibliotekarkę:

"Szkolna bibliotekarka, niezwykle wstydliwa i zakompleksiona młoda dziewczyna, dostała zamiast mnie reprymendę od dyrekcji. Dokuczałem kobiecie jak tylko mogłem, wpadając do biblioteki i wypytując o książki, które albo nie istniały, albo miały tak obsceniczne tytuły, iż pani bibliotekarka oblewała się rumieńcem. Bidula biegała między półkami, a ja z niej nieustająco kpiłem. W końcu kiedy zapytałem o Ilustrowane życie rozrodcze królików, dziewczyna nie wytrzymała i poszła na skargę do dyrekcji. Niestety miała pecha. Podczas konfrontacji ja, mały pucuś, zrobiłem smutną minkę i powiedziałem, że na lekcji biologii uczono nas o narządach rozrodczych, a ja nie zrozumiałem i chciałem dowiedzieć się czegoś więcej, zaś bibliotekarka, próbując udowodnić pani dyrektor swoją rację, została poinformowana, iż ogranicza moje horyzonty i zapał do nauki".

Pierwszą część powieści twórcy portalu Dzika banda czytałam powodowana wkurzeniem na zachowanie głównego bohatera. Kolejne rozdziały - już ciekawością czy uda mu się wygrać z nałogiem i poukładać własne życie. Jednym z kół ratunkowych bohatera jest pisanie powieści kryminalnej. I kiedy główny wątek opowieści nieco zwalnia, zamiast kolejnych zmagań Pawła, czytamy to, co urodziło się w jego głowie

28 lut 2018

Wymarzona praca w dziale gromadzenia

Na wstępie zastrzegam, że wpis traktuje o książce, gdzie bohaterką jest bibliotekarka. Zatem nie podzielę się wrażeniami z pracy w dziale gromadzenia, gdyż skromne są to doświadczenia. Praca w bibliotece kojarzy się głównie z udostępnianiem, a inne aktywności trochę po macoszemu są traktowane, a już w literaturze występują niezwykle rzadko. W powieściach pojawiają się głównie małe biblioteki, gdzie wszystkie czynności są wykonywane przez jedną, dwie bibliotekarki. Bohaterka książki Myśl do przytulania - Hanna - jest bibliotekarką w większej bibliotece. Jej przyjaciele zmieniają właśnie swoje życie a ona:
"Kiedyś jeszcze marzyła, że może uda się jej przejść do działu gromadzenia albo opracowywania książek, w wolnym czasie chodziła na różnego rodzaju kursy, szkolenia i konferencje, ale potem, gdy kilka razy jej pomysły zostały wyśmiane, odpuściła. No i w pewnym momencie straciła wiarę w sens tego co robi i całą pewność siebie". 
Hanka nie ma pojęcia co mogłaby zrobić ze swoim życiem. Czuje, że potrzebuje zmiany, ale nie ma w sobie tyle siły i determinacji by podjąć jakieś kroki. Poza jednym, o którym sama zainteresowana na jakiś czas zapomina. Odpowiada na ogłoszenie. Potrzebna jest osoba do zorganizowania biblioteki. Od podstaw. Hania zostaje wybrana i tak oto wkrótce organizuje bibliotekę w Różanych Dołach:
"Akcesja, księga inwentarzowa, ostemplowywanie i oklejanie były dość męczące, ale nie wymagały całkowitego zaangażowania się."

Wyzwanie w postaci zorganizowania nowej biblioteki bohaterka przyjmuje z radością, ale też obawą:
"Nieznane szybko dostaje kłów i pazurów, gdy człowiek spuści wyobraźnię ze smyczy". 
Okazuje się, że nie będzie to jedyne wyzwanie i zarazem prezent od losu. 


Hanię powołała do życia na kartach książki Anna Szczęsna, która - jak przeczytać można w nocie biograficznej - sama jest bibliotekarką. A książka Myśl do przytulania powstała, kiedy autorka - po fascynacji horrorem - swoje zainteresowanie skierowała na jaśniejszą stronę życia. 


9 lut 2018

Zmory książkowe czyli o miłości

Zbliżają się Walentynki. Święto, które mogłoby dla mnie nie istnieć. Nie pierwszy raz jestem w mniejszości. Przecież ktoś ogląda te wszystkie, pojawiające się z tej okazji w kinach, komedie niby romantyczne. Postanowiłam zatem podzielić się z Wami wierszem, który traktuje o miłości. Do bibliotekarza. Wiersz powstał z inspiracji strofami Leśmiana (i nie tylko, ale o tym może innym razem) i na konkurs  "Ja Cię kocham a Ty pisz". 

[źródło]


Zmory książkowe

Biegnie dziewczyna ulicą, jakby uciekał jej czas
Jakże płomienne jej lico – a nad nią słońca blask

Serce pełne nadziei, pod pachą książek stos
Do biblioteki biegnie, na ladzie położyć swój los

Śnił jej się dziś bibliotekarz - regały, książki i kurz
Tak ją katalogował, że z sił opadła już

A jednak biegnie do niego, płoniąc wyszeptać gotowa:
Będę Twym palimpsestem, zapisz mnie od nowa!

Włóż między moje strony i zakładkę i rewers,
Bo tętni w żyłach krew, gdy widzę cię w pulowerze!

Przeczytam całego Kanta, Schopenhauera też
Tylko mnie zarejestruj - bierz mnie i książki bierz!

Oddała dziewczyna księgi, bibliotekarz zdumiony
Wydukał ku niej jedynie: termin jest przekroczony…

16 sty 2018

Adapted grandiosity

Dziś wpadła mi w ręce książka Po bandzie czyli jak napisać potencjalny bestseller. Pomyślałam: Wow! Przeczytam, zrobię ćwiczenia i napiszę książkę! Poradnik ma 600 stron. Hm... Może zamiast go czytać, po prostu przyspawam w końcu zadek do krzesła przed komputerem i coś napiszę?  I  na potwierdzenie tego znalazłam odpowiedni fragment w lutowym numerze Zwierciadła, gdzie ukazał się wywiad z Siri Hustvedt, autorką powieści Świat w płomieniach. Postanowiła ona zostać pisarką w wieku 13 lat, a na pytanie, co trzymało tę fantazję przy życiu odpowiedziała:
Jak już to sobie postanowiłam, zaczęłam pisać. Te pierwsze wiersze i opowiadania były okropne, ale pisać nie przestałam. Dziś myślę sobie, że musiało być w tym akcie pisania coś, co przynosiło mi ulgę i wiarę, że nigdy tego nie zarzucę. Ale nie byłam aż tak pewna swoich umiejętności. Nie wierzyłam, że będę w stanie się z tego utrzymać. Dlatego poszłam na studia, żeby zostać akademikiem i mieć środki do życia. No i żeby móc pisać. Ale myślę sobie o tamtej dziecięcej arogancji, która pozwoliła mi trwać w mojej fantazji. Jest taki termin wzięty z psychoanalizy: adapted grandiosity, czyli przysposobiona mania wielkości. Określa się tak kogoś, kto sobie wyobraża, że będzie mógł z siebie dać coś istotnego. I myślę, że gdyby nie ta mania, nie rozmawiałybyśmy teraz. 

pexels